Codzienne inspiracje - Paulina Krajewska

Stworki z Parówek Sojowych

 

 
 


Im dłużej jem parówki sojowe, tym większe mam obrzydzenie do parówek mięsnych. Nawet nie próbuję sobie wyobrazić, co dokładnie wchodzi w ich skład poza przemielonymi gałkami ocznymi, skórą itp. A takie sojowe są z roślinek, co bardzo mi odpowiada. Ostatnio mając ochotę na makaron i brokuły buszowałam wzrokiem po lodówce w celu znalezienia jeszcze jakiegoś składnika na urozmaicenie. Padło na parówki. W efekcie natomiast powstały śmieszne stworki, które obsiadły brokułowe drzewko. Ekspresowo, zdrowo i na dodatek pysznie! 


Przy okazji zapraszam Cię na portal We Dwoje gdzie znajdziesz wywiad ze mną 🙂

 

Składniki na przygotowanie 6 stworków z parówek:
Parówkom odetnij zaokrąglone końce. Teraz podziel każdą parówkę na 3 części, w które na wylot wbijaj makaronowe nitki. Wrzuć je do wrzątku i gotuj do czasu, aż makaron będzie al dente. Odcedź, ułóż na talerzu i doczep oczy z ziarenek pieprzu.
 
Podawaj z blanszowanym brokułem. 

 

Sugestie: Myślę, że równie dobrze sprawdzą się też kiełbaski lub kabanosy zamiast parówek!

Pytanie: Czy brokuły powinny jadać kobiety w ciąży?
Odpowiedź: Tak, ponieważ zawierają sporą dawkę kwasu foliowego.

 
Inne propozycje na potrawy z parówek znajdziesz w poście:
0 0 vote
Article Rating
Wydrukuj lub zapisz jako PDFWydrukuj
xoxo Paula

Paula

Subscribe
Powiadom o
guest
60 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Sosa
22 stycznia 2011 06:39

o, ale kałamarnice wypasione 🙂 Fajne!

Amber
22 stycznia 2011 07:02

Co do mięsnych masz rację,ale ja bym też nie była do końca przekonana co do sojowych…
w każdym razie pomysł świetny i danie wygląda bardzo wesoło.

zauberi
22 stycznia 2011 07:17

świetne!!! 🙂

Panna Malwinna
22 stycznia 2011 07:19

jak pozytywnie z rana;)

magda barcik
22 stycznia 2011 07:53

Ależ jesteś fantastycznie pomysłowa! Bosko ;-D Gdybym miała dzieci to bym ich uraczyła takimi kałamarnicami na brokułowej wyspie koralowej ;-D

Co do parówek – sojowych nigdy nie jadłam, ale ponieważ z mięsem mi ostatnio nie po drodze zaczynam się nieśmiało rozglądać za sojowymi produktami. Do tego czasu miałam jedno, sprawdzone i pewne źródło parówek. Zabrzmi to niesamowicie, ale w ich skład wchodziło 100% mięsa (w tym tłuszcz, to się rozumie), dlatego też ich cena jest bardzo wysoka, ale raz na kilka miesięcy pozwalam sobie na taki rarytasik, bo wiem, że nie żuję jakiejś gałki ocznej, albo wymion 😉

kulinarne-smaki
22 stycznia 2011 07:59

hehe kapitalny pomysł 🙂
Dla dzieci akurat w sam raz, żeby skłonić je do zjedzenia czegoś zielonego. A taka zielona "planeta" akurat jak znalazł.

mopswkuchni
22 stycznia 2011 07:59

Tak, już widziałam to danie kiedyś, ale zwykłe parówki w nim napawały mnie obrzydzeniem, dobrze że te są sojowe, od razu inaczej odbieram te makaronowe ośmiornice 🙂
Pozdrawiam
http://wlodarczyki.net/mopswkuchni/

Ojciec Dyrektor
22 stycznia 2011 08:10

Poproszę o więcej takich cudów dla dzieci. 🙂

Anonimowy
Anonimowy
22 stycznia 2011 08:13

nie ma to jak danie z demotywatorów…

bijana
22 stycznia 2011 08:42

super pomysl z tymi parowkami, tak apetycznie wyglądają…

Atria C.
22 stycznia 2011 08:47

Ale potwory!:)

Majana
22 stycznia 2011 09:11

hehe;D Cudaczki!:))

ola7
ola7
22 stycznia 2011 09:39

jestes niesamowita:)
zdrowozyj.blox.pl

flusso
22 stycznia 2011 09:55

Ale fajne 🙂

grumko
22 stycznia 2011 10:09

Już same parówki z soi można nazwać stworkami;-)

olivia
22 stycznia 2011 10:48

wyglądają świetnie! :)Nie jadłam jeszcze parówek sojowych więc za niedługi czas chętnie ich poszukam 🙂

betti400
22 stycznia 2011 10:58

Rewelacyjny pomysł, w życiu bym na coś takiego nie wpadła:) A jak fajnie wygląda:)

Pozdrawiam i zapraszam do mnie:)

magda k.
22 stycznia 2011 11:10

Ty to masz pomysły 🙂 mój mały byłby zachwycony takim daniem 🙂

myniolinka
22 stycznia 2011 11:20

super pomysł! myślę że skusiłyby się na nie nawet niejadki 🙂

cudawianki
22 stycznia 2011 11:33

hahahahaha… az szkoda jesc 😉

kikimora
22 stycznia 2011 11:38

Ale śmieszne, dobre dla dzieci-niejadków. 🙂 nie jadłam nigdy parówek sojowych, ale są w moim supermarkecie. Jakoś nie wydawały mi się zbyt zachęcające, chociaż generalnie soję ubóstwiam. może warto wypróbować?

Kasia
22 stycznia 2011 11:48

Rozkoszne są! 🙂 Ale muszę Ci powiedzieć, że jeszcze nie jadłam sojowych parówek. Uściski!

lepszysmak
22 stycznia 2011 11:53

Paula, Twoja inwencja twórcza nie zna granic! Pzdr Aniado

Duś
22 stycznia 2011 12:43

Genialne!!! Gdzieś już kiedyś widziałam, chyba na demotywatorach haha ale super wyszło, kiedyś spróbuję 🙂

Lady Aga
22 stycznia 2011 13:52

Haha, świetne, mój czteroletni synek byłby zachwycony:) Uwielbia wszelkie potwory. Zrobię mu takie, ale z mięsnymi – co prawda faktycznie trzeba się naszukać prawdziwych, ale wytwory sojowe nie dla mnie:D

bastamb
22 stycznia 2011 15:03

Ale pomysłowo…świetnie…

Jola
22 stycznia 2011 15:35

Rewelacyjne Paulo:)

Ewam
22 stycznia 2011 15:45

Swietnie i bardzo pomyslowo…no i gratuluje wywiadu..mysle ze w wielu kulinarnych kwestiach zgadzam sie z Toba.I chyba jeszcze nigdy nie zdarzylo mi sie zrobic jakiejkolwiek potrawy w 100% z przepisu…;)

ana
ana
22 stycznia 2011 17:21

Bardzo pomysłowe, chętnie obgryzłabym odnóża tym stworkom:)

slyvvia
22 stycznia 2011 20:03

Świetny pomysł. Cudnie to wygląda 😀

Weroniko
22 stycznia 2011 20:30

To są przecież wielkie przedwieczne kuthulu!

Inkwizycja
22 stycznia 2011 20:39

Masz babko fantazję!
I bardzo mi odpowiada Twoja kulinarna filozofia 😉
Uściski!

Natalia Wine
22 stycznia 2011 21:05

Jakie ośmiorniczki ^^ albo raczej kałamarniczki! Mam podobne zdanie co do tych mięsnych parówek

ka.wo
22 stycznia 2011 21:10

Stworki fantastyczne :)))

lo
lo
22 stycznia 2011 21:44

One są obłędne.

Edith
22 stycznia 2011 22:12

są świetne! 🙂 ale masz pomysły 🙂

MT
MT
22 stycznia 2011 22:41

Wchodzę na Twojego bloga, zobaczyć co tam nowego ukręciłaś i prawie spadłem z krzesła – z ekranu gapi się na mnie coś pomiędzy kałamarnicą a przybyszem z 'Dnia Niepodległości' – świetne.

Karmel-itka.
22 stycznia 2011 23:28

o rety…
aż się wystraszyłam! stworki wyglądają intrygująco.
wspaniały pomysł na niebanalne ozdoby do jedzenia ;]

Rosa's Yummy Yums
23 stycznia 2011 01:01

What imagination you have! That is soooo cute!

Cheers,

Rosa

Kay Heritage
23 stycznia 2011 04:02

My children will love your food, Paula!

Anonimowy
Anonimowy
23 stycznia 2011 07:44

Urocze, szkoda tylko, że nie potrafisz przyznać, że to nie Twój pomysł…

małgo.
23 stycznia 2011 13:51

świetne są!
anonimowy a jakbyś robił jajecznicę albo pierogi to też szukałbyś pomysłodawcy?

aga
aga
23 stycznia 2011 15:14

fajne te stworki:)

Gula
23 stycznia 2011 17:37

Super stworki:) Powalasz mnie po raz kolejny!

Fiolunka
23 stycznia 2011 18:29

Super pomysł, dla małych niejadków 😉 Też widziałam to danie na demotywatorach, ale to chyba plus że ktoś takie cuda wymyśla 😉

Kaś
23 stycznia 2011 19:24

ja parówek to raczej żadnych nie tknę, ale pomysł rewelacyjny. jak kałamarnice na rafie koralowej 🙂

ms.milagros - mój poradnik
23 stycznia 2011 19:40

Bardzo ciekawy blog !
Zapraszam do mnie 🙂

feeriasmakow
23 stycznia 2011 19:55

Genialne. Nastraszę takimi mojego malucha 🙂

My Sweet Little Corner
23 stycznia 2011 20:50

Nie mogę;) śliczne uśmiechające się do mnie potworki. Toje dania sa po prostu cudownie zaprezentowane…..aż buzia sama się uśmiecha kiedy na nie się patrzy….można u ciebie znaleźć doskonale pomysły na dania dla dzieci niejadków….za każdym razem mnie zaskakujesz;)

Meble ogrodowe
23 stycznia 2011 21:08

Racja, parówki mięsne to ochyda, ale sojowe jak najbardziej polecam, w szczególności przyrządzane przez Ciebie, heheh..
Wyglądają bardzo zjawiskowo, aż szkoda je zjeść !

Durszlak.pl